Współczesny świat biznesu ogarnęła fala entuzjazmu wobec sztucznej inteligencji, która przypomina religijne uniesienie. Nikhil Suresh w swoim eseju analizuje to zjawisko, wskazując na niepokojący mechanizm: w korporacyjnym świecie panuje obecnie atmosfera, w której kwestionowanie realnych korzyści płynących z AI jest traktowane niemal jak herezja.
Punktem wyjścia do tych rozważań jest spotkanie autora z wysokiej rangi menedżerem jednej z firm z listy Fortune 500. Mimo wysokich kompetencji technicznych, osoba ta pracuje w organizacji, która otwarcie promuje wygórowane tezy o rzekomym stukrotnym wzroście produktywności dzięki wdrożeniu sztucznej inteligencji. Jak się okazuje, za tymi deklaracjami nie zawsze stoi chłodna kalkulacja biznesowa, lecz specyficzna dynamika relacji między dostawcami technologii a ich klientami.
Mechanizm ten jest prosty, choć destrukcyjny dla uczciwej debaty. Jeśli klient publicznie ogłasza, że dzięki nowym narzędziom osiągnął gigantyczny skok wydajności, dostawca technologii nie może zaprzeczyć tym twierdzeniom bez ryzyka utraty kontraktu. Podważenie narracji klienta jest odbierane jako atak na jego wiarygodność, co w praktyce oznacza, że pracownicy firm technologicznych muszą milczeć, nawet jeśli wiedzą, że obietnice te są nierealne. Strach przed utratą zleceń skutecznie eliminuje jakąkolwiek merytoryczną krytykę.
Zjawisko to wynika z faktu, że dla wielu osób spoza branży technologicznej, generatywna sztuczna inteligencja wydaje się czymś magicznym. Zgodnie z trzecim prawem Clarke’a, każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii. O ile komputery od dekad zmieniają świat, o tyle dla większości ludzi pozostawały narzędziami komunikacji, a nie tworzenia. Generatywna AI po raz pierwszy pozwala osobom bez żadnych kompetencji technicznych na generowanie treści czy odkrywanie informacji, co dla wielu menedżerów stało się punktem zwrotnym, przypominającym Wielki Wybuch.
Problem polega na tym, że obecna fascynacja AI jest podszyta brakiem zrozumienia jej rzeczywistych ograniczeń. Choć technologia ta jest użyteczna i innowacyjna, jej realny wpływ jest obecnie wielokrotnie wyolbrzymiany przez osoby, które nie potrafią ocenić jej faktycznych możliwości. W efekcie korporacyjny świat znalazł się w bańce, w której racjonalne głosy są uciszane, a krytycy – choć często mają rację – wolą zachować milczenie, by nie narazić się na ostracyzm.
Warto zauważyć, że w kontekście globalnych wydatków na technologie, kwoty inwestowane w te rozwiązania są ogromne. Przykładowo, wczesne prognozy dotyczące kosztów wdrożeń AI w dużych przedsiębiorstwach często oscylują wokół milionów dolarów, co w przeliczeniu na polską walutę oznacza wydatek rzędu kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych. Mimo tak wysokich stawek, decyzje o inwestycjach zapadają w atmosferze, w której rzetelna analiza ustępuje miejsca marketingowym hasłom o stukrotnym wzroście produktywności.
Wszystko wskazuje na to, że ten stan zawieszenia potrwa do momentu, aż bańka spekulacyjna pęknie. Dopiero wtedy, gdy entuzjazm zostanie skonfrontowany z twardymi wynikami finansowymi, możliwe będzie powrócenie do trzeźwej oceny tego, co sztuczna inteligencja faktycznie wnosi do współczesnego biznesu.
