Nowa bariera handlowa w USA uderza w globalnych producentów
Amerykańska polityka handlowa wchodzi w nową, radykalną fazę, która może trwale zmienić krajobraz motoryzacyjny. Komisja Handlu Senatu USA przyjęła projekt ustawy Connected Vehicle Security Act, mający na celu ograniczenie wpływów chińskich technologii w pojazdach poruszających się po amerykańskich drogach. Choć głównym celem legislacji jest ochrona rodzimego przemysłu przed tanimi, dotowanymi przez Pekin samochodami elektrycznymi, rykoszetem oberwali również europejscy giganci, w tym Mercedes-Benz.
Kluczowy zapis ustawy wprowadza zakaz sprzedaży i importu pojazdów typu „connected” (wyposażonych w zaawansowane systemy łączności), jeśli producent posiada powiązania kapitałowe z podmiotami chińskimi przekraczające 15%. W praktyce oznacza to, że firmy, w których chiński kapitał odgrywa znaczącą rolę, mogą zostać całkowicie wykluczone z amerykańskiego rynku.
Mercedes-Benz w pułapce własnej struktury własnościowej
Sytuacja Mercedesa jest najbardziej wymownym przykładem nieprzewidzianych skutków nowych przepisów. Niemiecki producent, będący symbolem europejskiej inżynierii, znalazł się na celowniku amerykańskich regulatorów ze względu na strukturę swoich udziałowców. Obecnie Beijing Automotive Group (BAIC) oraz założyciel Geely, Li Shufu, kontrolują łącznie około 19,67% udziałów w Mercedes-Benz.
Przekroczenie progu 15% sprawia, że w świetle nowych przepisów firma jest klasyfikowana jako podmiot powiązany z „zagranicznym przeciwnikiem”. Choć całkowity zakaz sprzedaży aut tej marki w USA wydaje się mało prawdopodobny ze względu na ogromne znaczenie operacyjne firmy dla amerykańskiej gospodarki – Mercedes zatrudnia w USA około 160 tysięcy osób w sieci dostawców i zakładach produkcyjnych – sytuacja ta wywołała poważne zaniepokojenie w Stuttgarcie.
Technologia bateryjna jako punkt zapalny
Ustawa nie ogranicza się jedynie do kwestii własnościowych. Uderza również w fundamenty nowoczesnej elektromobilności, blokując import systemów bateryjnych od chińskiego giganta CATL. Amerykańscy ustawodawcy argumentują, że oprogramowanie zarządzające bateriami (BMS) stanowi potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Istnieją obawy, że zdalny dostęp do elektroniki sterującej mógłby zostać wykorzystany do celów sabotażowych, co przedstawiciele CATL stanowczo dementują, wskazując na zamknięty charakter swoich systemów.
Skutki tych regulacji są już odczuwalne w całej branży:
- Polestar, marka powiązana z Geely, została zmuszona do wycofania się z rynku USA od roku modelowego 2027.
- Volvo otrzymało warunkową zgodę na działalność, pod warunkiem pełnego odseparowania przepływu danych od chińskich serwerów.
- General Motors i Ford przyspieszają proces przenoszenia produkcji modeli z Chin z powrotem do amerykańskich fabryk.
Fragmentacja rynku i niepewna przyszłość
Dążenie do całkowitego wyeliminowania chińskich wpływów z globalnego łańcucha dostaw motoryzacyjnych stawia pod znakiem zapytania dotychczasowy model funkcjonowania branży. Samochody elektryczne przestały być jedynie mechanicznymi pojazdami, stając się zaawansowanymi komputerami na kołach, co czyni proces „oczyszczania” ich z zagranicznych technologii niezwykle trudnym, a być może wręcz niemożliwym.
Jeśli Waszyngton utrzyma tak rygorystyczny kurs, globalny rynek motoryzacyjny może czekać głęboka fragmentacja. Producenci zmuszeni są do rewizji swoich wielomiliardowych inwestycji, a konsumenci muszą liczyć się z ograniczoną dostępnością niektórych modeli. W kuluarach branżowych pojawiają się nawet ironiczne pytania, czy jedyną drogą dla chińskich producentów na obejście tych przepisów nie stanie się powrót do produkcji „analogowych”, pozbawionych zaawansowanej łączności pojazdów, które nie podlegałyby restrykcjom nałożonym na inteligentne systemy transportowe.
