Cztery lata temu krótki filmik na Dwitterze, przedstawiający spinozaura dzierżącego Buster Sword znany z serii Final Fantasy, stał się viralem. Choć początkowo była to jedynie animacja stworzona przez Jeana Nguyena, projekt przerodził się w pełnoprawną grę. Dziś tytuł ten, znany jako Dinoblade, oficjalnie trafia w ręce graczy.
Absurdalna koncepcja, solidna walka
Fabuła gry jest równie niedorzeczna, co intrygująca: po tajemniczym kataklizmie dinozaury zaczęły toczyć między sobą walki przy użyciu broni białej. Gracz wciela się w spinozaura, który po zawarciu paktu z enigmatycznym sojusznikiem rusza do boju.
Mechanicznie Dinoblade najłatwiej porównać do Sekiro. Fundamentem rozgrywki jest system parowania, który działa zaskakująco responsywnie. Do tego dochodzą szybkie i ciężkie ataki, pozwalające na tworzenie efektownych kombinacji. Co ciekawe, system walki uzupełniają specjalne umiejętności:
- Przywoływanie pokonanych bossów do wykonania potężnego ataku.
- Wystrzeliwanie wiązek energii z miecza.
- Ryk zamrażający przeciwników w miejscu.
Urok „jankowych” produkcji
Gra nie jest pozbawiona technicznych niedoskonałości. Środowisko bywa nieco toporne, zdarzają się problemy z doczytywaniem tekstur czy sporadyczne znikanie przeciwników. Biorąc jednak pod uwagę, że za projektem stoi w dużej mierze jedna osoba, te techniczne potknięcia można wybaczyć. Co więcej, pewna „ciężkość” sterowania całkiem nieźle pasuje do faktu, że kierujemy wielkim dinozaurem.
Dinoblade nie rewolucjonizuje gatunku, ale oferuje spójne i satysfakcjonujące doświadczenie, przypominające klimatem zapomniane perełki z ery PlayStation 2 czy Dreamcasta. Osoby zainteresowane sprawdzeniem tytułu mogą skorzystać z dostępnego na Steamie dema lub od razu nabyć pełną wersję gry.
