Wyobraź sobie miejsce, którego nie znajdziesz na żadnej mapie. Przestrzeń, o której w internecie mówi się szeptem, jakby znajdowała się tuż poza granicami znanego nam świata. To miejsce, znane jako Backrooms, stało się fenomenem cyfrowym, który przekształcił zwykłe, puste pomieszczenia w jedną z najbardziej niepokojących atrakcji współczesnego internetu.
Czym są Backrooms?
Koncepcja Backrooms narodziła się w 2019 roku na forum 4chan. W swojej pierwotnej formie była to pojedyncza, niepokojąca fotografia przedstawiająca klaustrofobiczny labirynt żółtych, pozbawionych okien pokoi, wyłożonych starymi wykładzinami i oświetlonych brzęczącymi świetlówkami. Internauci szybko dopisali do tego obrazu mitologię: Backrooms to nieskończona sieć pomieszczeń, do której można trafić przez przypadek, „wypadając” z normalnej rzeczywistości.
Zjawisko to ewoluowało z prostego zdjęcia w rozbudowane uniwersum, które żyje własnym życiem na platformach takich jak Reddit, TikTok czy YouTube. Kluczowym momentem dla popularyzacji tego świata były filmy typu „found footage” autorstwa Kane’a Parsonsa. Dzięki nim Backrooms przestały być tylko statyczną grafiką, a stały się immersyjnym środowiskiem, które obecnie jest adaptowane na pełnometrażowy horror. Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do klasycznych miejskich legend, Backrooms nie mają sztywnej historii ani ustalonego scenariusza, co pozwala użytkownikom na ciągłe dopisywanie nowych rozdziałów.
Cyfrowa turystyka w nieistniejące miejsca
Badacze wskazują, że popularność Backrooms to nowa forma „cyfrowej turystyki”. W świecie, w którym niemal każde fizyczne miejsce zostało już sfotografowane, opisane i zrecenzowane, Backrooms oferują coś unikalnego: tajemnicę i przestrzeń do współtworzenia. Użytkownicy nie są tu tylko biernymi odbiorcami; tworzą mapy, piszą fikcyjne dzienniki przetrwania, projektują gry wideo i tworzą własne interpretacje tego miejsca.
Badacz folkloru Michael Kinsella opisuje tę aktywność jako formę „internetowego legend-trippingu”, w której odbiorcy stają się współtwórcami i budowniczymi świata, a nie tylko widzami.
Fenomen ten można porównać do tzw. mrocznej turystyki (dark tourism), która przyciąga ludzi do miejsc związanych ze śmiercią, tragedią czy niepokojem. Jednak w przypadku Backrooms nie ma żadnej fizycznej lokalizacji ani historycznego wydarzenia, które można by upamiętnić. Zamiast tego, internauci budują znaczenie wokół miejsc, które wydają się „dziwnie znajome”.
Dlaczego to nas przeraża?
Siła oddziaływania Backrooms tkwi w ich banalności. Wnętrza przypominające opuszczone biura, hotele czy korytarze, które mijamy w codziennym życiu, w tym kontekście stają się złowrogie. To tzw. przestrzenie liminalne – miejsca przejściowe, które w normalnych warunkach ignorujemy, a które w cyfrowej kreacji stają się pułapką.
Obecnie zaangażowanie w ten projekt jest ogromne:
Backrooms pokazują, jak internet zmienia sposób, w jaki doświadczamy horroru. Granica między opowiadaniem historii, odgrywaniem ról a turystyką zaciera się. Internet przestaje być tylko siecią informacyjną, a staje się krajobrazem, który ludzie chcą emocjonalnie zamieszkiwać i eksplorować, nawet jeśli fizycznie nigdy nie istniał.
