Amerykańscy politycy z obu stron sceny politycznej coraz głośniej wyrażają zaniepokojenie kwestią wykorzystywania wyników badań naukowych finansowanych przez USA przez podmioty z Chin. Mimo zgodności co do wagi problemu, w Waszyngtonie brakuje konsensusu w sprawie metod ochrony amerykańskiego dorobku naukowego oraz sposobu finansowania dalszych prac badawczych.
Napięcia te przybrały na sile podczas przesłuchania w Kongresie, które odbyło się 15 lipca. Debata ta jest bezpośrednią konsekwencją decyzji amerykańskiej Narodowej Fundacji Nauki (NSF), która ogłosiła wprowadzenie zakazu współpracy między finansowanymi przez siebie naukowcami a zagranicznymi instytucjami uznawanymi przez rząd USA za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Na liście podmiotów objętych restrykcjami znalazło się wiele czołowych chińskich uniwersytetów.
John Moolenaar, republikański kongresmen z Michigan i przewodniczący komisji ds. Chin w Izbie Reprezentantów, otwarcie poparł politykę NSF. Podczas przesłuchania wezwał przedstawicieli innych agencji naukowych do przyjęcia analogicznych zakazów.
Czy pieniądze amerykańskich podatników powinny być wykorzystywane do badań prowadzonych wspólnie z podmiotami wchodzącymi w skład chińskiego sektora obronnego i wojskowo-przemysłowego? Zdroworozsądkowa odpowiedź brzmi: nie.
Przedstawiciele Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) oraz Departamentu Energii (DoE) zadeklarowali, że przyglądają się nowym wytycznym NSF, podkreślając jednocześnie, że ich instytucje już teraz stosują własne mechanizmy kontroli bezpieczeństwa badań.
Spór o strategię ochrony nauki
Choć Demokraci zgadzają się, że współpraca z Chinami może stanowić ryzyko kradzieży własności intelektualnej, wskazują na inne przyczyny obecnego stanu rzeczy. Ich zdaniem sytuację pogarszają cięcia kadrowe i budżetowe w agencjach naukowych, wprowadzone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa.
Rebecca Keiser, szefowa biura ds. polityki i strategii bezpieczeństwa badań w NSF, zwróciła uwagę na drastyczne osłabienie zasobów ludzkich. Obecnie jej dział zatrudnia zaledwie pięć osób, podczas gdy w 2024 roku zespół ten liczył dziesięciu pracowników. Ro Khanna, czołowy Demokrata w komisji, podkreślił, że choć nie ma tolerancji dla kradzieży amerykańskich innowacji, nie można skutecznie chronić badań, jednocześnie demontując programy i zespoły odpowiedzialne za to bezpieczeństwo.
Nowe restrykcje w praktyce
NSF finansuje około 25 procent podstawowych badań akademickich w USA. Nowa polityka, która ma wejść w życie 1 października, wprowadza istotne ograniczenia dla kluczowego personelu naukowego. Osoby wymienione we wnioskach o granty nie będą mogły współpracować z tzw. ograniczonymi podmiotami ani otrzymywać od nich finansowania. Wśród instytucji objętych restrykcjami znajdują się m.in. Uniwersytet Nauki i Technologii Chin w Hefei oraz Uniwersytet Sun Yat-Sena w Guangdong.
Podejście do bezpieczeństwa badań ewoluowało na przestrzeni lat. Podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa uruchomiono kontrowersyjną „Inicjatywę Chińską”, która miała chronić laboratoria przed szpiegostwem, ale doprowadziła do licznych aresztowań naukowców, z których wiele zarzutów ostatecznie oddalono. Choć administracja Joe Bidena zakończyła ten program w 2022 roku, kwestia bezpieczeństwa pozostała priorytetem.
Obecnie rozważane są jeszcze bardziej radykalne kroki. Biały Dom zaproponował całkowity zakaz współpracy między beneficjentami federalnych grantów a tzw. zagranicznymi przeciwnikami, choć definicja tego terminu pozostaje niejasna. Z kolei niektórzy Republikanie postulują zakaz pracy w amerykańskich laboratoriach narodowych dla osób pochodzenia chińskiego, które nie posiadają obywatelstwa USA. Przeciwnicy tego rozwiązania, jak kongresmenka Jill Tokuda, ostrzegają, że takie działania mogą zniechęcić najzdolniejszych naukowców do przyjazdu do Stanów Zjednoczonych, co w dłuższej perspektywie zaszkodzi amerykańskiej nauce.

