Będzie to albo dobrowolne, albo przymusowe, ale stanie się to i mam nadzieję, że będzie to dobrowolne. Liderzy technologiczni mogą odegrać wiodącą rolę w doprowadzeniu do tego procesu.
Słowa te nabierają szczególnego znaczenia, biorąc pod uwagę pozycję Rimera. Jego firma zarządzała funduszami o wartości około 15 miliardów dolarów (ok. 60 miliardów złotych), a ubiegłoroczne wyjścia z inwestycji, w tym debiut giełdowy Figma oraz sprzedaż firmy cyberbezpieczeństwa Wiz do Google, przyniosły Index Ventures około 9 miliardów dolarów (ok. 36 miliardów złotych) zysku.
Kryzys filantropii w erze AI
Obecnie obserwujemy paradoksalne zjawisko: mimo rekordowych poziomów majątków w sektorze technologicznym, tradycyjna filantropia traci na popularności. Inicjatywa Giving Pledge, zapoczątkowana przez Billa Gatesa i Warrena Buffetta, mająca zachęcać miliarderów do przekazywania połowy majątku na cele charytatywne, traci impet. W pierwszych pięciu latach dołączyło do niej 113 rodzin, podczas gdy w całym 2024 roku zrobiły to zaledwie cztery.
Spadek zaangażowania widać również w szerszych danych statystycznych:
Nawet wewnątrz portfela inwestycyjnego Index Ventures, obejmującego m.in. firmę Anthropic, doradcy finansowi zauważają, że nowa generacja bogatych pracowników sektora technologicznego częściej skupia się na anielskim inwestowaniu lub zakładaniu własnych firm niż na planowaniu długofalowej filantropii.
Widmo przymusowej redystrybucji
Brak dobrowolnych działań coraz częściej spotyka się z próbami legislacyjnymi. W Kalifornii wyborcy mają zdecydować o wprowadzeniu 5-procentowego podatku od majątku miliarderów. Obawa przed takimi regulacjami skłania niektórych liderów branży, jak założycieli Google, do zmiany miejsca zamieszkania na stany o korzystniejszym systemie podatkowym, np. Florydę.
Równolegle pojawiają się inne, kontrowersyjne propozycje. OpenAI rozważało przekazanie rządowi federalnemu 5-procentowego pakietu udziałów, co oficjalnie ma być formą dzielenia się zyskiem z AI z opinią publiczną, choć krytycy postrzegają to jako próbę zabezpieczenia wpływów politycznych w Waszyngtonie.
Historyczne analogie
Skala koncentracji bogactwa w rękach nielicznych osiąga poziomy niespotykane od czasów tzw. Gilded Age (pozłacanego wieku) w USA. Ekonomista Gabriel Zucman wyliczył, że około 1910 roku cztery największe fortuny w Ameryce stanowiły 4% PKB kraju. Dziś grupa 19 najbogatszych gospodarstw domowych kontroluje aż 14% PKB.
Historia pokazuje, że gdy dobrowolne mechanizmy zawodzą, presja społeczna prowadzi do radykalnych rozwiązań. Pod koniec XIX wieku Andrew Carnegie promował ideę, że bogaty człowiek powinien rozdysponować swój majątek za życia. Jednak już w latach 30. XX wieku, w obliczu rosnących nierówności, Franklin Roosevelt wprowadził wysokie podatki dochodowe, sięgające 79%, aby wyciszyć nastroje społeczne podsycane przez populistyczne ruchy domagające się przymusowej redystrybucji.
Rimer, obserwując obecne nastroje, zauważa niepokojącą zmianę w postrzeganiu firm technologicznych przez młodsze pokolenia. Zamiast być postrzeganymi jako twórcy dobra, coraz częściej budzą one skojarzenia z przemysłem zbrojeniowym czy tytoniowym. Jego zdaniem, wybór między dobrowolnym dzieleniem się zyskiem a przymusową interwencją państwa jest kwestią czasu, a liderzy branży powinni wybrać łatwiejszą drogę, zanim historia podejmie decyzję za nich.

